Radziejowa

Maj 12th, 2010

Pierwszy szczyt z listy najwybitniejszych szczytów Polski zdobyty – Radziejowa w Beskidzie Sądeckim. Po co właściwie – szczegóły w tym wpisie. :)

Jeśli chodzi o samo zdobycie – umówmy się, że nie była to najmądrzejsza rzecz, jaką w życiu zrobiłem. :] Całość miała miejsce na firmowym wyjeździe integracyjnym. Zamiast nawalić się jak działo i w sobotni poranek trzeźwieć dostojnie, pognałem w góry. Sam. Większość trasy prowadziła dolinami i żlebami, przez całą wycieczkę telefon mój nie miał zasięgu i gdyby jakaś żmijka czy zwichnięta nóżka, byłoby nieciekawie. Po drugie, musiałem wrócić na konkretną godzinę do Rytra, w efekcie trasę, która według map i znaków zajmuje 8 godzin, zrobiłem w 5, wyszedł marszobieg taki. Na mojej dalszej kondycji na wyjeździe odbiło się to raczej dramatycznie. :)

Sama trasa – rewelacja. Spokój, cisza, piękne góry. Przez całe wyjście spotkałem trzy osoby – drwala i parkę wymiataczy, kiedy już schodziłem. Na szczycie trafiłem na jedną, jedyną tego dnia chmurkę, więc ze zdjęć zasadniczo nici. :] Przy okazji wpadł też jubileuszowy (pięćdziesiąty) keszyk. :)

Całość wypadła bardzo fajnie, pozostaje tylko wyleczyć rany tarte i czaić się na kolejną okazję. :]

Jak szukać pracy? CV, GoldenLine, LinkedIn.

Październik 2nd, 2009

Tak się miło złożyło, że ostatnio szukam. :) Poprzednia firma była na tyle kochana, że zafundowała mi warsztaty z szukania pracy, zorganizowane przez agencję rekrutacyjną. Poniżej wiedza tamże zdobyta, plus kilka doświadczeń własnych.

CV

Pisząc CV pamiętać należy o jednej rzeczy – kto je przeczyta. A konkretnie, kto je przeczyta jako pierwszy, i kto zadecyduje o tym, czy wstępnie spełniamy kwalifikacje. Osobą tą będzie przysłowiowa Pani Kasia Z Kadr. Nie przemęczajmy Pani Kasi. :) Pani Kasia Z Kadr nie ma (zazwyczaj) bladego pojęcia o branży innej niż kadry, co poniekąd ma sens. To, co robi, to porównywanie wymagań (spisanych przez kogoś innego) z tym, co nadeślemy w CV. Wymagać od Pani Kasi, żeby wiedziała, że np. “administracja i konfiguracja systemu Nagios” zawiera w sobie umiejętność “konfiguracja systemów monitoringu” – to zwyczajnie za wiele. Dlatego też dobrym pomysłem jest przepisanie naszych umiejętności tak, żeby żywcem przypominały te z wymagań (o ile oczywiście je posiadamy :). Wtedy Pani Kasia bez wysiłku podkreśli je ołóweczkiem i przekaże CV do oceny wyżej. :]

Ostatnią modą jest podkreślanie boldem tych elementów CV (umiejętności, doświadczenia, szkoleń), które pasują do wymagań określonych w ogłoszeniu. Dziwnie to wygląda, ale ponoć tak się teraz robi.

Kolejne ułatwienie dla Pani Kasi, choć nie tylko – unikamy zdań wielokrotnie złożonych i innych tasiemców. Dotyczy to zwłaszcza zakresu obowiązków u poprzednich pracodawców, bo w nich najłatwiej pójść na żywioł. :) Należy wziąć pod uwagę, że zazwyczaj nasze CV nie jest jednym, jedynym, które czyta osoba oceniająca. Po przeczytaniu kilkudziesięciu ostatnią rzeczą, na jaką ma ochotę, jest próbowanie objęcia rozumem zdania na trzy linijki. Tasiemcowate obowiązki rozbijamy na kilka mniejszych, np:

  • przygotowywanie środowiska dla stron kampanii medialnych, współpraca z klientem wewnętrznym oraz firmami zewnętrznymi przy projektowaniu i wdrażaniu kampanii, wsparcie administratorskie startu kampanii

zamieniamy na

  • ścisła współpraca z działem marketingu w zakresie prowadzonych kampanii, realizacja zadań ad-hoc
  • współpraca z firmami zewnętrznymi przy diagnostyce i usuwaniu błędów

Staramy się uniknąć technicznego mambo-dżambo, skłaniając się raczej ku gładko brzmiącym ogólnikom, zrozumiałym dla szerszej publiczności. Nazwy konkretnych produktów/technologii wymieniamy, jeśli padają one w ogłoszeniu. Poza tym unikamy wyliczanki, no chyba, że to faktycznie coś bardzo fajnego i pochwalić się warto. Ogólnie, należy stosować się do rady propagowanej przez kapitana Karola Olgierda Borchardta – “pisać należy tak, żeby było ładnie”. ;)

List motywacyjny

Według pani z agencji rekrutacyjnej, w 90% przypadków listów motywacyjnych w ogóle się nie czyta! Niestety, wymaganie listu motywacyjnego wciąż wpisywane jest z rozpędu, z przyzwyczajenia, albo z bliżej nieustalonych przyczyn. Skoro list jest wymagany, to wypada go napisać. Jednak wystarczy, że będzie poprawny. Tracić czasu na cyzelowanie czegoś, czego najprawdopodobniej nikt nie przeczyta – nie warto. Wysyłając CV do agencji rekrutacyjnej w celu umieszczenia go w bazie (nie w odpowiedzi na konkretne ogłoszenie), list motywacyjny w ogóle pomijamy. Wystarczy w treści maila napisać, czego mniej więcej się szuka.

Gdzie szukać pracy

To pytanie zapewne zadał sobie każdy, kto odruchowo kupił poniedziałkową Wyborczą. ;) Generalnie – ogłoszenia w prasie praktycznie przestały istnieć, przynajmniej powyżej poziomu klejenia pudełek. Wszystko trafiło do internetu, do portali ogłoszeniowych w rodzaju pracuj.pl, jobpilot.pl itp. Czy szukać tam pracy? No właśnie – niekoniecznie. Według jakiejś radosnej statystyki, od 10 do 30% “znalezień” pracy odbywa się dzięki odpowiedzi na ogłoszenia, agencjom rekrutacyjnym czy bazom danych kandydatów. Od 50% do 80% szukających znajduje pracę dzięki siatce kontaktów osobistych oraz przez aktywne poszukiwanie w wybranych firmach! Czyli – koncentrujemy się na rozpuszczaniu wici wśród znajomych, tworzymy profile na portalach społecznościowych, wysyłamy aplikacje do firm, w których sami chcielibyśmy pracować. Czesanie miliarda ogłoszeń w internecie zostawiamy sobie na później, jak starczy czasu. Agencje rekrutacyjne szukając kandydatów zaczynają od przeszukiwania portali dla profesjonalistów!

LinkedIn

Międzynarodowy portal zrzeszający społeczność profesjonalistów różnej maści. Ponieważ międzynarodowy, profil wypada sporządzić w langłidżu. Najważniejsza sprawa to świadomość, jak działa wyszukiwanie na LinkedIn – wyniki wyszukiwania sortowane są po ilości “linków” od wyszukującego – im bliżej, tym wyżej! Czyli – im większą mamy siatkę kontaktów, tym większa szansa, że nasz profil pojawi się w wynikach wyszukiwania u poszukującego. Działa to tym fajniej, że świat jest mały, i zazwyczaj w jednej branży ludzi sobie nieznanych dzieli niewielka “odległość społeczna”. Żeby jednak szczęściu dopomóc, warto trochę oszukać – osobą, która ma bardzo dużo kontaktów, zazwyczaj z osobami, które szukają pracowników, jest… konsultant agencji rekrutacyjnej. :) Dlatego też na spotkaniu w agencji albo nawet wysyłając aplikację warto poprosić o dodanie do “znajomych”. A, i pamiętamy, by włączyć sobie otrzymywanie ofert pracy (Account & Settings -> Email Notifications -> Contact Settings).

GoldenLine

A to z kolei polski portal dla profesjonalistów. Tutaj wyszukiwanie działa topornie, w szczególności – długość łańcuszka znajomych znajomych nie wpływa na wynik bądź wysokość na liście. Nie zmienia to faktu, że sieć kontaktów budować warto, bo a nuż – widelec ktoś ze znajomych będzie szukał. Ponieważ GoldenLine nie ma mechanizmu oznaczania, że szukamy pracy, społeczność poradziła sobie w następujący sposób: w polu “Twój profesjonalny opis” dodajemy sobie “szukam pracy”. Po pierwsze – w polu tym najlepiej określić (zwięźle!) swój “cel zawodowy”, najlepiej słowami, jakimi może posługiwać się pracownik agencji rekrutacyjnej. Czyli lepiej wpisać np. “linux administrator”, mimo że to koślawie brzmi, bo “system administrator” zawiera się w poprzednim, i raczej nikt nie będzie tego szukał; “sysadmin” to o sobie możemy mówić z kolegami przy piwie. :] Po drugie – nie wpisujemy samego “SZUKAM PRACY!!!1!”! Wygląda to na skrajną desperację :) , poza tym na pierwszy rzut oka (w wynikach wyszukiwania) nie widać, jakiej właściwie pracy szukamy.

A, ze śmiesznych rzeczy – jakże znienawidzony przeze mnie Facebook jest świetnym źródłem kontaktów do poszukiwania na LinkedIn i GoldenLine. :)

Disclaimer

Powyższy wpis przedstawia stan mojej wiedzy teoretycznej, nie popartej praktyką (pracy jeszcze nie znalazłem :). Nie ponoszę odpowiedzialności za znalezienie/nie znalezienie pracy w skutek zastosowania się do powyższych wskazówek. :] Dla podglądaczy – moje profile ;) View Bartosz Brzeziński's profile on LinkedIn Zobacz mnie na GoldenLine

BlogDay!

Sierpień 31st, 2009

Idea jest prosta, szczegóły – tutaj. Generalnie chodzi o to, żeby polecić 5 innych blogów o tematyce odmiennej od własnego. A wszystko to w celu poszerzenia horyzontów. No to poszerzajcie! :)

  1. 3000 stóp – blog prowadzony przez Polkę, traktujący o łażeniu po szkockich górach. O takim prawdziwym łażeniu, a nie spacerze na Ben Nevisa. :] Świetnie się czyta, świetne zdjęcia.
  2. AK74 – blog Artura Kurasińskiego. Artur jest fachurą od internetu, czesze serwisy i z tego znany jest garstce innych webdwazerowców, startupowców i innych biznes ejndżelów. :) Samego Artura może trudno skojarzyć, ale jego twórczość już nieco łatwiej – jest twórcą Chomiksa. ;) Sam blog zaś pozwala podpatrzeć, co też ciekawego się dzieje w świecie twórców Next Big Thing.
  3. Chlip-Hop + Bloog Niecodzienny, odpowiednio Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego oraz Artura Andrusa. Poniedzielskiego wielbię bezkrytycznie, ale cała trójka prezentuje bliskie mi poczucie humoru.
  4. Od zera do ATPL i Blog pilota na przelotówce – bo interesuję się trochę lotnictwem, a w tych blogach są wrażenia z pierwszej ręki. Ostatnio jakby przycichłe.
  5. Ostry dyżur – anonimowy blog anonimowego lekarza – ratownika. Czasem wstrząsający, czasem śmieszny, czyta się świetnie. Nie tylko dla fanów House M. D. ;)

Narzuciłem sobie ograniczenie – tylko blogi (nie serwisy tematyczne oparte na silniku bloga), nie polecam znajomych (ale pamiętam o Was i czytam, kiedy tylko coś napiszecie ;), bez blogów o technologii (bo nie są ciekawe same z siebie). Miłego czytania!

…i właśnie dlatego w szkole nie byłem orłem, a teraz wymiatam. :)

Lipiec 8th, 2009

Zamiast normalnego wpisu (pisze się, ale będzie beznadziejny), zapchajdziura w postaci kolejnej prelekcji z TEDa. Tym razem o edukacji. Tym razem tylko mowa, bez fajerwerków graficznych, angielski trudno-brytyjski, więc polecam włączenie sobie napisów. Fajny humor, świetne przykłady i kapitalne podsumowanie. Może to wpływ istnienia Mai, ale ta prelekcja zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Miłego oglądania!

PS. A, i specjalna dedykacja dla Haruki – ona sama wyczaiła to, o czym mówi pan profesor. Szacun!

CHDK + stary aparat Canon = animacja poklatkowa dla ubogich

Czerwiec 4th, 2009

Zachód słońca. Chmury nad sawanną. Ruch uliczny. Pleśniejące ciasto. Roślinki obracające się ku światłu. Te wszystkie zjawiska w mądrych programach na Discovery są ukazywane przy pomocy animacji poklatkowej. Animacja taka w skrócie polega na wykonywaniu zdjęć co jakiś czas (dłuższy niż normalna klatka filmu, czyli 1/25 sekundy w warunkach europejskich), po czym zdjęcia te są sklejane jako klatki filmu i dzięki temu ukazują zjawisko w przyspieszonym tempie.

Właśnie zrobiłem sobie coś takiego w domu. :] A ile zabawy przy tym miałem, to moje. :D Przeczytaj resztę tego wpisu »

Tonacja “U” :)

Maj 16th, 2009

Dla tych, co nie wiedzą, albo stali zazwyczaj daleko od “sceny” ;) – “tonacja U” to określenie wymyślone przez Adasia. W czasach, kiedy jeszcze mi zależało, żeby mniej więcej było słychać, co śpiewam, w Śpiewniku™ przy niektórych utworach dopisywałem sobie tonację, a konkretnie próg, na który należało założyć kapodaster w gitarze, żeby grając na standardowych akordach wokal mi się mniej więcej wyrabiał. Prowadziło to do śmiesznych sytuacji w rodzaju kapodastra na 7 progu, kiedy to gitara brzmiała jak ukulele, i stąd właśnie “tonacja U”.

A piszę o tym, bo kupiłem sobie ukulele. :]

Przeczytaj resztę tego wpisu »

Poczta: managesieve + avelsieve + TB Sieve = FAIL

Maj 7th, 2009

Miał być wpis o tym, jak skonfigurować Postfixa z TSL i SASLem, plus Dovecot i SpamAssassin. Wpisu nie będzie, bo po głębszym zastanowieniu uznałem temat za w miarę prosty i łatwy do wyguglania, zaś moja konfiguracja nic ciekawego nie wnosi.

Będzie za to o server-side filtering, czyli sortowaniu poczty na serwerze. Przeczytaj resztę tego wpisu »

Google Reader z powiadomieniami

Kwiecień 21st, 2009

Do niedawna kanały RSS śledziłem dwutorowo – w domu FeedReader, w pracy Feed on Feeds. FeedReader, bo był ładny i kolorowy, wyświetlał fajnie powiadomienia o nowych pozycjach, ogólnie był śliczny i cukierkowy, co pasowało mi do ogólnej koncepcji domowego komputera windowsowego. :) FoF, bo w pracy był odporny na Problem Faszystowskiego Proxy, poza tym docelowo miał służyć i w pracy, i w domu.

Takie rozwiązanie nie sprawdziło się z kilku względów. Po pierwsze FoF, oparty na lekko starożytnym MagpieRSS, nie lubił się z częścią formatów RSS. Po drugie, i najważniejsze – korzystanie z dwóch czytników RSS powodowało, że miałem dwa różne “stany przeczytania”, a co gorsze – dwie różne listy kanałów RSS. Powodowało to nieprzyjemne sytuacje, w rodzaju kilkutygodniowych zaległości w czytelnictwie gazet w domu czy webowych komiksów w pracy. :) Tak dalej być nie mogło.

Jedynym sensownym wyjściem wydało się przejście na Google Readera. W odróżnieniu od FoF nie ma problemów z rozmaitymi formatami feedów RSS, no i to Google, więc czemu się nie przyłączyć do dominacji nad światem. :) Jedynym problemem był brak powiadomień w o nowych wiadomościach.

W przypadku Firefoxa sprawa jest prosta – jak do niemal wszystkiego, tak i do tego jest plugin. Plugin nazywa się Google Reader Watcher, zaś do osiągnięcia pełni fajności trzeba mu zaznaczyć opcję “W podpowiedzi sortuj kanały wg etykiet”. Działa cudnie, ale niestety tylko w Firefoxie, w sensie – w status barze przeglądarki. A co z trayem?

Szybki gugiel przynosi odpowiedź – jest mała aplikacja, Google Reader Notifier, która robi tylko jedną rzecz – sprawdza, czy są nowe wiadomości w Google Readerze i wyświetla ładną ikonkę w trayu. :] Aplikacja, jak się okazało, ma też jedną wadę – nie działa. :) Znaczy, działa, ale miewa problemy z autentykacją, u mnie praktycznie nie działała wcale. Kolejny gugiel, już nieco wolniejszy, pozwolił znaleźć poprawioną wersję (oryginalną autor porzucił) – można ją znaleźć tutaj. Ta ma poprawione okno ustawień autentykacji i działa zgodnie z oczekiwaniami.

Takie dwustopniowe powiadamianie o nowych wiadomościach może nie jest szczególnie eleganckie, ale sprawdza się wyśmienicie – o tym, że coś nowego w ogóle się pojawiło, informuje ikonka w trayu, a co konkretnie nowego, można dowiedzieć się najeżdżając na ikonkę w status barze Firefoxa. Na tej podstawie można podjąć decyzję o kliknięciu w ikonkę i otwarciu Google Readera. :) Całość wygląda tak:

Ikonka w tray, w status barze, tooltip.

Ikonka w tray, w status barze, tooltip.

Google Charts

Marzec 20th, 2009

Mała rzecz, a cieszy. :) Google Charts to proste narzędzie on-line do rysowania wykresów. Wykres w tym wpisie powstał właśnie przy użyciu Google Charts. Przeczytaj resztę tego wpisu »

Sixth Sense (I see read people)

Marzec 19th, 2009

Miałem zamiar nie umieszczać na blogu filmów z YouTube’a, quizów i innych lolcatów, bo wszyscy to robią i zwyczajnie konkurencja jest za silna, ale tym razem po prostu nie mogę się powstrzymać. :) Muszę się tym podzielić, bo nie wszyscy czytają Kurasińskiego (jeszcze :] ).

Jakie netbooki, jakie smartphone’y! Jakie gogle i rękawice z ekranizacji Jasia Pamiętniczka! :D To jest po prostu mistrzostwo świata i ja to chcę. :]

PS. I całego TEDa polecam, o ile wam życia starczy żeby to wszystko obejrzeć. :)


Social Slider