Charging box
…jakbym nie kombinował, po polsku wychodzi mi “pudło ładujące” czy inne “pudło naładowcze”, no słowem – Wirujący Seks. :] (Może być jeszcze z komiksów Szarloty Pawel “ładełko”, czyli “pudełko ładujące”, ale ostatkiem sił się powstrzymałem. ;) A chodzi o skrzyżowanie listwy zasilającej z organizerem na kable, czyli po naszemu – charging box. :]
Założenia były proste – każda z ładowarek może być włączana niezależnie, całość ma w miarę przyzwoicie wyglądać. Inspiracją były projekty znalezione w internecie (np. ten, ten i ten).
Sporządzenie projektu, jako niemęskie, podarowałem sobie całkowicie. :) Miałem za to wizję, jak to mniej więcej miałoby wyglądać. Postanowiłem zacząć od zakupu gniazdek, i do nich dobierać obudowę i resztę bebechu. Początkowo chciałem użyć gniazdek do montażu w listwach technicznych (mają najmniejszy “obrys”), ale okazały się dość drogie. W końcu w pobliskim OBI nabyłem najtańsze możliwe gniazdka bez bolca (większość ładowarek i tak nie ma uziemienia), do tego jeszcze złączki (chciałem wszystkie połączenia zrobić bez lutowania), przewód jednożyłowy i przyłączeniowy. Potrzebne były jeszcze przełączniki i samo pudełko. Przełączniki kupiłem w sklepie elektronicznym, zaś pudełko znalazłem w internetowym sklepie z artykułami do decoupage’u. :) Finansowo wyszło to tak:
- gniazdka bez uziemienia – 5,99 zł x 4 szt.
- zaciski instalacyjne – 4,99 zł za 5 szt.
- końcówki zaciskowe – 11,99 zł za 15 szt.
- przewód jednożyłowy miedziany 1 mm – 3,95 zł za 5 m
- przewód przyłączeniowy 1,9 m – 6,99 zł
- deska ze sklejki 3 mm 27 cm x 35 cm – 4,90 zł
- pudełko drewniane – 14,49 zł
- przełączniki kołyskowe z podświetleniem – 2 zł x 4 szt.
W sumie – 79,27 zł.
Zacząłem od wycięcia ze sklejki deseczki, na której będą opierać się kontakty:
Pierwsza przymiarka. Tak ma to docelowo wyglądać. Zwracam uwagę na nietypowe ustawienie gniazdek względem siebie – w pudełku będzie dość ciasno, w ten sposób zwiększam szanse, że ładowarki “miną się” jakoś między sobą, jeśli wyjdą poza obrys gniazdka.
Podczas wycinania otworów pod gniazdka. Z braku otwornicy (wiercenie otwornicą w sklejce to i tak chyba kiepski pomysł) poradziłem sobie wiertarką:
…i już wycięte:
Z przykręconymi gniazdkami:
I kolejne przymiarki – pierwsza:
…i druga:
Wszystkiemu przyglądał się kot – poduszkowiec. :)
W pudełku wywierciłem otwór na przewód zasilający:
I wyrysowałem sobie otwory pod przełączniki:
Tak to wyglądało w trakcie wiercenia. Żeby je sobie ułatwić, narysowałem wewnętrzne kółko o promieniu mniejszym od docelowego o promień wiertła – w ten sposób wiercąc “po kółku” krawędź “odwiertów” wypadała na krawędzi docelowego otworu.
A tu już gotowe. Przełączniki nie mają jakiegoś szczególnego mocowania, są po prostu “na wcisk”. Ponieważ pracować też będą tylko “na naciskanie”, nic bardziej skomplikowanego nie będzie potrzebne.
Kabel zasilający wypada zabezpieczyć przed wyrwaniem, wiążąc na nim jakiś supeł. Ja, jak każdy szanujący się żeglarz, zawiązałem ósemkę. ;)
Niestety, bez lutowania się nie obeszło. Okazało się, że złączki instalacyjne bezwzględnie wymagają, aby przewód w nie wciskany był jednożyłowy. Po prostu dolutowałem do kabla zasilającego takie przewody:
Przyszedł moment, żeby wszystko ze sobą połączyć. Sprawa wydawała się banalnie prosta, dopóki nie przyjrzałem się przełącznikom – miały po trzy styki, czyli – jak na mój gust – o jeden za dużo. :) Poprosiłem o podpowiedź tatę, z wykształcenia elektronika. Padło wiele strasznych słów w rodzaju “masa”, “ziemia” czy innych, w końcu poprosiłem o schemat “jak dla idioty”. Dostałem coś takiego:
Chyba mamy z tatą bardzo różne definicje słowa “idiota”. :] Spędziłem pół godziny myśląc nad tym schematem intensywnie, rozrysowując go po swojemu i sprawdzając wszystko po trzy razy. Największy problem miałem z “przetłumaczeniem” schematu na te moje nieszczęsne złączki instalacyjne. W końcu wymyśliłem, niestety mój rysunek, z uwagi na rażące pogwałcenie wszelkich zasad rysowania jakichkolwiek schematów, nie nadaje się do publikacji. :)
Pozostało pozaciskać wtyczki na właściwych kablach, powkręcać kable do gniazdek i powpinać kable w złączki. Ponieważ wtyczki były przeznaczone do kabla wielożyłowego, pomogłem sobie zaginając końcówki kabla jednożyłowego w “U”. :) Tuż przed grande finale wyglądało to tak:
A tak wyglądało już po złożeniu. Ponieważ gniazdka od spodu jednak nie minęły się z przełącznikami, cała deska z gniazdkami musiała być zamocowana nieco wyżej. Do tego sprężynujące kłębowisko kabli pod spodem powodowało, że deska sama się podnosiła, zmuszony zostałem do zaimprowizowania zamknięcia – to ten maleńki kawałek sklejki na gwoździku na tylnej ściance. Zbawieniem okazało się zastosowanie wtyczek na kablach podłączanych do przełączników – w początkowym amoku spiąłem gniazdka z losowymi przełącznikami i bardzo trudno było wymyślić, który przełącznik włącza które gniazdko. :) Dzięki wtyczkom można było szybko problem rozwiązać.
Tak wygląda zamknięta skrzynka. Wywierciłem też otwory na kable.
Przyszedł czas na test działania w warunkach bojowych. :] Tak wyglądało stanowisko ładowania przed nastaniem skrzynki:
A tak po:
I jeszcze raz, gotowy charging box w działaniu:
Co zostało do zrobienia
- Wygląd zewnętrzny. Akurat lubię surowe drewno, ale to trochę mało praktyczne. Przyparta do muru żona zgodziła się pudełko polakierować, a może i jakoś ozdobić.
- Oznaczenie przełączników. O ile przy zamkniętym pudełku sprawa jest w miarę jasna (przełącznik włącza kabel z dziury nad nim), o tyle nietrywialne jest wymyślenie, który przełącznik odpowiada za które gniazdko. Przydało by się opisać gniazdka, a nad przełącznikami umieścić jakieś ozdobne numerki albo ramki na etykiety.
Tagi: charge box, charging box, dyi



























Luty 9th, 2009 at 10:28
Wow, jestem pod wrazeniem :o)
Luty 9th, 2009 at 20:12
Moim skromnym zdaniem po prostu genialne – my mamy jeszcze gorsze kablowisko przy tych wszystkich listwach, nielistwach, cokolwiek i takie coś by się zdecydowanie przydało. Niestety z Kyo taki elektryk jak ze mnie historyk, więc raczej długo nic z tego zwłaszcza że części tekstu o lutowaniu i kablach nie zrozumiałam, a to chyba jednak kluczowe :D
Luty 10th, 2009 at 12:58
Emmm….. a czy pomyslales przy okazji o drobnej kwestii odprowadzania ciepla? AFAICS nie masz nawet otworow wentylacyjnych. podlacz kiedys wszystko co na drzewo nie ucieknie i sprawdz po 10 minutach temperature wewnatrz ^^ (o ile juz tego nie robiles)
Luty 10th, 2009 at 13:55
Nie pomyślałem o drobnej kwestii odprowadzania ciepła. :] Liczę na to, że przy niewielkiej mocy dzisiejszych ładowarek tego ciepła nie będzie znowu tak dużo. Do tej pory przy użytkowaniu jednej/dwóch odpalonych ładowarek na raz całość się nie grzeje, ale jak jest wewnątrz – nie wiem. Sprawdzę.
Ewentualnie, w wersji 2.0, rozważę opcję wymuszenia obiegu powietrza, i tu mam dwie wizje – albo cztery wentylatory, każdy włączany wraz z gniazdkiem, albo jeden ogromny wentylateur, któremu zwiększamy obroty wraz z włączaniem kolejnych gniazdek. Plus jakaś stylowa kotwiczka, żeby całość nie odleciała przy pełnym ciągu. ;)
Luty 10th, 2009 at 16:57
Myślę, że w wersji 2.0 w zupełności wystarczy stylowa kratka wentylacyjna na tylnej ściance obudowy. W marketach budowlanych mają tego do wyboru, do koloru: stalowe, miedziane, ocynkowane, nieocynkowane, okrągłe, kwadratowe, niewiadomojakie… No i oczywiście białe plastikowe też ;)
Luty 11th, 2009 at 16:29
Chłodzenie konwekcyjne jest zdecytowanie lepsiejsze…
Wiatraki po N-miesięcy pracy w domu zaczynają piszczeć/buczeć/warczeć i generalnie wkurwiac.
Sugeruję otwory na spodzie + kratka z tyłu. Będzie chłodniej + bezgłośnie.
A i kratke bym zrobił na tyle gestą co by malec tam nie wsadził maminej spinki do włosów w dzurke.
Luty 11th, 2009 at 22:42
Malce potrafia nie takie rzeczy nie w takie miejsca wsadzac. Zadna gestosc nie pomoze. Trzreba miec oczy dookola glowy, bujna wyobraznie i farta.
Luty 12th, 2009 at 23:47
Żeby ostatecznie rozwiać wątpliwości w materii chłodzenia, przeprowadziłem test. Na trzy godziny włączyłem trzy ładowarki, oczywiście z obciążeniem w postaci telefonów i GPSa. Po trzech godzinach w pudełku było… chłodno. :O Nie wiem, jakim cudem, zawsze wydawało mi się, że ładowarki trochę się grzeją. Zmacane jednak też były chłodne. Jak dla mnie to temat chłodzenia zamyka. :]
Aż trochę szkoda, bo już zasadziłem się, że taki fajny test zrobię, zdjęcie poglądowe pudełku zrobiłem, naszykowałem jakiś dziadowski termometr elektroniczny, temat na wpis by był. ;) A tak – niestety, działa. :]
Luty 19th, 2009 at 00:20
Gdzieś mi się kołacze po łepetynie że wspołczynnik wymienności ciepła DREWNA jest wysoce zadziwiajacy. Chodzi o to że ni mniej ni więcej drewno bardzo dokładnie przewodzi ciepło i rozprasza je w swojej struktorze. TU PATRZ: sauna szwedzka/fińska i to że się pomimo 80+ stopni dupa nie parzy na deskach.
Niestety po przekroczeniu magicznej ilości jouli dostarczonych do drewienka pojawia sie “płomyczek”.
Ech gdyby ta wiedza z termodynamiki(??) była świeższa….